Masz 30 lat (lub więcej) i nadal nie wiesz, co chcesz robić w życiu? Czujesz presję, frustrację, a każdy kolejny dzień bez jasnego kierunku tylko pogłębia Twoje zagubienie? Spokojnie — nie jesteś sama. Przeczytaj ten artykuł. Potraktuj go proszę jako nieśmiałą próbę utulenia Cię, kiedy jest Ci źle.
Długo szukałam swojej zawodowej drogi. Znam bardzo dobrze poczucie frustracji, złości i przygnębienia, które pojawia się, gdy (mimo „zaawansowanego” wieku) wciąż nie wiemy, co robić w życiu. Sprawdziłam na sobie porady z wielu książek, konferencji, filmików, poradników, newsletterów, webinarów, testów itp. Wykonałam masę ćwiczeń praktycznych. Przeszłam też przez mniej lub bardziej udane spotkania z doradcami zawodowymi oraz wzięłam udział w coachingu zawodowym. Na bazie tych doświadczeń oraz mojej wiedzy jako HR-owca, będę publikować wskazówki, co rzeczywiście pomaga w znalezieniu optymalnej zawodowej drogi – zwłaszcza z perspektywy osoby introwertycznej i wysoko wrażliwej.
Jednak w tym artykule skupiam się na tym, jak złapać oddech, kiedy zalewają nas negatywne emocje związane z tym, że wciąż nie wiemy, co zrobić ze swoim zawodowym życiem.
Zazdroszczę ludziom, którzy wiedzą „od zawsze”
Tak, to niesprawiedliwe: jedni ludzie jakoś tak naturalnie, sami z siebie, wiedzą, co powinni robić zawodowo. Tymczasem inni muszą poświęcić wiele lat (i pieniędzy) na zawiłe poszukiwania. Świadomość, że mam już X lat (na przykład 40 lub więcej) i wciąż nie wiem, co robić w życiu, może być źródłem głębokiego, wewnętrznego cierpienia. Takiej sytuacji często towarzyszą trudne emocje. Smutek, złość, żal, frustracja, rozczarowanie sobą, zazdrość, poczucie bycia gorszym… Wszystko to, z różnym natężeniem, może zatruwać od środka.
Nie porównuj czyjejś sceny ze swoimi kulisami
Poczucie frustracji, że nie wiem, co robić w życiu, bardzo często wybuchało we mnie po „seansie” w mediach społecznościowych. Jak sobie poczytałam na Facebooku, jak barwne życie zawodowe mają inni ludzie, jak wiele pasji realizują – w takich momentach było mi ze sobą bardzo źle.
Łatwo zapomnieć, że to, co widzimy Internecie, to tylko mały wycinek z życia innych. Zwykle starannie wyselekcjonowany. Tam, gdzie wyeksponowano pasję i zdecydowanie, niemal zawsze jest też dużo wątpliwości i nietrafionych decyzji… Tyle że już poza kadrem. Tam, gdzie wyeksponowano talent, jest gdzieś na boku sporo rozczarowań i błędów.
Myślę, że warto o tym pamiętać, kiedy powoli wsącza Ci się w głowę myśl, że tylko Ty nie wiesz, jak pokierować swoim zawodowym życiem. Że nie jesteś tak zdolna i mądra, jak inni. Często nawet nie podejrzewasz, że osoby, którym być może zazdrościsz pasji i talentu, w rzeczywistości wcale nie muszą być ani szczęśliwe, ani spełnione w tym, co robią.
Poszukujących jest znacznie więcej, niż Ci się wydaje
Często w tym kontekście wracam do historii ze znajomym fotografem. Pamiętam ukłucie zazdrości w sercu, kiedy czytałam na jego stronie internetowej „jak bardzo kocha zatrzymywać w kadrze ulotne chwile”. Nie wiedziałam wtedy, że od dłuższego czasu szuka zajęcia w innej branży. Fotograficzna pasja, która kiedyś go porwała, po jakimś czasie mu się przejadła. Po prostu – bez żadnego wytłumaczenia, bez „przepraszam” – wyczerpała się. Denerwowali go klienci, męczyły weekendy poza domem, nudziły sesje w kółko w tej samej tematyce („bo klienci takie właśnie chcą”). Nadal widuję w social mediach jego piękne zdjęcia z nośnym hasztagiem. Czytając jego stronę internetową, śledząc profil na Instagramie nigdy bym nie pomyślała, że może być to ktoś, kto zwyczajnie się wypalił i znów stoi na rozstaju dróg.
Teraz, bogatsza o rozmowę z nim, wiem, że fotografia to po prostu jego p r a c a. Dzięki niej ma pieniądze na studia podyplomowe w nowej branży. Choć – jak sam zaznaczył – wcale nie jest pewien, czy ten nowy kierunek to „to”.
Pomyśl o tym, gdy przeczytasz czyjąś historię o pasji, i znów ukłuje Cię zazdrość w sercu. Warto patrzeć z dystansem na świat, który odsłaniają przed nami inni. Pamiętaj proszę, że zdjęcia na fanpejdżu, mądrze brzmiące stanowiska czy tytuły przed nazwiskiem, często są tylko zewnętrzną zbroją, pod którą chowa się – taki sam jak my – poszukiwacz.
Ludzie udają częściej, niż przypuszczasz
Moje doświadczenia życiowe nauczyły mnie, że ludzie udają znacznie częściej, niż mogłabym się spodziewać. Udają spełnionych. Udają szczęśliwych. W życiu tak wielu ludzi musi się wydarzyć coś naprawdę dramatycznego (np. ciężka choroba, wypadek, nagłe zwolnienie z pracy), żeby rozpoczęli poszukiwania samych siebie i zaczęli żyć prawdziwie. Ludzie często nie chcą się przyznać nawet przed sobą, że nie są zawodowo spełnieni. A co dopiero przed innymi. Dlatego codziennie zakładają maskę i wytrwale grają role w tym smutnym teatrze. Role dynamicznej pani kierownik, skutecznej team-liderki, speca od IT, przebojowej pani prawnik itp. Współtworzą masę tych, którym „się udało” i którzy „odnieśli sukces”. Tylko że oni sami często wcale szczęśliwi nie są. Ale przecież nie powiedzą Ci o tym w pracy, czekając na kawę przy ekspresie.
Wielokrotnie w swoim życiu byłam do głębi poruszona, kiedy okazywało się, że ktoś, kogo ja uznawałam za „człowieka sukcesu” marzył o robieniu czegoś zupełnie odmiennego od swojej profesji. Zwykle wtedy mówił po cichu: „może kiedyś uda się to rozkręcić”. Prawniczka marząca o własnej pracowni rękodzieła, tancerka snująca plany o zagrodzie edukacyjnej, kadrowa tęskniąca za pracą architekta krajobrazu…
To tylko niektóre osoby, które spotkałam na swojej drodze. Każda z nich, na pierwszy rzut oka, wyglądała na spełnioną zawodowo. Tak naprawdę każda z nich błądziła po zawodowych ścieżkach w dojmującym oddaleniu od miejsca, w którym chciałaby być.
Miej na uwadze, że nawet te osoby, którym być może zazdrościsz: sprawczości, przebojowości, ukierunkowania, zdecydowanej wizji – w gruncie rzeczy mogą być jeszcze bardziej zawodowo pogubione, niż Ty. Świetnie to jednak maskują, nauczone, że przecież „nie wolno nie wiedzieć”.
Nothing blooms all year round
Nic nie kwitnie przez okrągły rok. Jesteśmy częścią przyrody i, tak jak wszystkie jej elementy, podlegamy cyklom. Kwitnienia i więdnięcia. Zapału i zniechęcenia. Lata i zimy. Tylko my, w tym naszym oderwanym od przyrody świecie, chcielibyśmy kwitnąć cały rok. Całe życie nawet. Szarpiemy się, chcąc wyciąć z naszego kalendarza zawodową jesień i zimę. A kiedy tylko okres rozkwitania się kończy, albo dla nas jeszcze nie nadszedł, czujemy się, jakby z nami było coś nie tak. Robimy tak wiele, żeby nie pokazać innym, że u nas trwa zima albo przydługa jesień. Zawstydzeni swoim niedopasowaniem, gorsi. Jakbyśmy odstawali, nie nadawali się, nie byli wystarczająco dobrzy.
Czasami, kiedy rozmawiam z kimś poszukującym zawodowej pasji, widzę, że ta osoba dzieli życie na pół. Dokładnie tak, jak ja miałam to w zwyczaju. Z utęsknieniem czeka na moment, kiedy wreszcie znajdzie tę mityczną pasję. Jest przekonana, że wtedy wszystko się odmieni. Że odtąd będzie już dużo łatwiej, bo oto w głowie pojawi się konkretny zawodowy plan. Często zupełnie nie dopuszcza do siebie myśli, że przecież niemal nic nie jest dane na zawsze.
Bardzo ta myśl niewygodna dla mnie, bo każe zerwać z planem: „raz sobie coś znajdę, a potem po prostu będę to robić”…. Ale taki schemat w naszym świecie staje się często niemożliwy do realizacji. Prędzej czy później pojawi się konieczność zmiany. Wróci to uwierające poczucie bycia „poszukującym”. Albo za sprawą czynników zewnętrznych (jak zmieniające się realia rynku, coraz szybszy postęp technologiczny, zanikanie zawodów i pojawianie się nowych), albo za sprawą nas samych – wewnętrznej potrzeby czegoś nowego, świeżego, naszego rozwoju i dojrzewania.
Może jednak warto oswajać się z uczuciem poszukiwania? Bo ono, w skali całego życia, będzie z nami często… Może lepiej przyjąć je, tak po prostu, jako coś naturalnego?
Każdy miał inny start
Jedni mogli liczyć na wspierających rodziców, którzy uważnie wyłapywali najmniejsze przejawy zainteresowania dziecka jakąś dziedziną. Mieli zasoby (czasu i pieniędzy), aby ułatwić dziecku rozwijanie talentów i zainteresowań, testowanie różnych aktywności, a w ten sposób – odkrywanie siebie.
Niektórzy z nas nie mieli tyle szczęścia. Są osoby, które (w tej materii) nie otrzymały ze strony rodziców żadnego wsparcia lub otrzymały go w bardzo niewielkim stopniu. Są też tacy, którzy nie tylko nie mogli liczyć na wsparcie ze strony najbliższych, ale ogromną część swojej życiowej energii musieli przeznaczyć na próbę przetrwania i chronienia się, bo żyli w dysfunkcyjnym domu.
Mam przed oczami obraz dwojga młodych ludzi wyruszających na szlak. Jeden ma w plecaku mapy, termosy, odzież termiczną. Jednym słowem: profesjonalny ekwipunek dedykowany górskim wycieczkom. Drugi niesie plecak po brzegi wypełniony kamieniami, które powkładali mu tam jego najbliżsi…Może być tak, że zanim Ty wejdziesz na tę właściwą ścieżkę zawodową – tę Twoją, dedykowaną Tobie – najpierw musisz sporo przejść, by po drodze wyrzucić wszystkie te kamienie ze swojego plecaka… Rozprawić się z tym, co blokuje cię przed zrozumieniem siebie i odnalezieniem swojej prawdziwej tożsamości. Rozbić wszystkie te głazy…A to wymaga czasu. Czy naprawdę jest sens, aby podczas tej wędrówki porównywać się do tych, których plecak jest o niebo lżejszy od Twojego?
Nie przestanie mnie zaskakiwać, jak często jesteśmy swoimi największymi krytykami i najsurowszymi sędziami. Swojej przyjaciółce będącej w tym samym położeniu okażesz wyrozumiałość, serdeczność i życzliwe wsparcie. A sobie? Siebie często ludzie kąsają bez cienia wyrozumiałości czy samowspółczucia. Uważam, że to ważne, żeby umieć powiedzieć sobie, że TEN stan (tj. czas, kiedy nie wiem, co robić w życiu) jest częścią mnie. Jest mój – akceptuję to i przyjmuję. To jest element MOJEJ drogi, którą teraz idę.
Doceń to, co zrobiłaś do tej pory. Ile już przeszłaś, ile głazów (cięższych lub lżejszych) wyrzuciłaś ze swojego „plecaka” (bo każdy ma jakiś „plecak z ciężarami”). Myślę, że to uwalniające uczucie – móc powiedzieć sobie: Teraz nie wiem, co powinnam robić w życiu. Ale szukam, rozglądam się, pielęgnuję otwartość. Rozwijam się z każdą podejmowaną próbą odnalezienia swojej życiowej misji. Uczę się siebie. Z każdym kolejnym doświadczeniem W Z R A S T A M.

Nie każdy czas jednakowo sprzyja poszukiwaniom
Może jesteś teraz w takim okresie życia, że mało jest w nim miejsca dla Ciebie samej? W tym miejscu przypominam sobie siebie z okresu pierwszego urlopu macierzyńskiego. Czytałam w mediach społecznościowych historie kobiet, które rozkręciły biznes na macierzyńskim i popadałam w coraz to większą frustrację. Bo przecież to miał być dla mnie okres intensywnego rozwoju. Tymczasem okazało się, że dziecko było tak wymagające, że sukcesem było ugotowanie obiadu. Po okresie narastającej frustracji i porównywania się z innymi, przyszło opamiętanie. I odpuszczenie.
Lubię myśleć o życiu jako o czasie, w którym są sezony. Sezony mniej i bardziej intensywnego poszukiwania siebie. Być może Ty też jesteś teraz w takim sezonie, że Twoje plany związane z poszukiwaniem zawodowej drogi wybrzmiewają słabiej, niż byś chciała. Doceń to, co robisz. Swój trud, swój wysiłek, który w to wkładasz. Okaż sobie życzliwość. Doceń się za podjęte próby poszukiwań, za otwartą głowę. Idź małymi krokami.
Przypadek czy przeznaczenie?
Uważam, że trzeba próbować nowych rzeczy, szukać ku temu możliwości. Ale na spokojnie. Z łagodnością wobec siebie. Nie jak wariat, który usilnie chce wykrzyczeń całemu światu: „Widzisz? Ja też potrafię!”.
Znam kilka osób, które swoją zawodową misję odkryły całkowicie przypadkowo. Na przykład znajoma mojego męża. Po latach pracy w zupełnie innej branży założyła salon fryzjerski dla psów. Koleżanka poprosiła ją o asystę podczas wizyty z jej psiakiem w salonie fryzjerskim dla zwierząt. To był pierwszy moment, w którym ta kobieta zetknęła się z taką pracą. Od tego czasu w jej głowie zaczęło kiełkować marzenie, żeby pracować w taki sposób. Myślę, że to przypadkowe wydarzenie pomogło jej odgruzować pewne pragnienie, które dotąd pozostawało uśpione i przysypane warstwą przeróżnych „musisz”, „nie możesz”, „powinnaś”.
Przypomina mi się też inna historia. Świeżo upieczona mama spróbowała nosić dziecko w chuście. Ten temat tak ją zafascynował, że finalnie została doradcą „chustonoszenia”. Szkoli inne mamy, jak prawidłowo nosić dziecko w chuście, organizuje cykliczne wydarzenia dla mam, sprzedaje chusty itp. Jeszcze kilka lat wcześniej nawet nie wiedziała, że coś takiego w ogóle może być zajęciem zawodowym.
Wydaje mi się, że czasami naprawdę warto odpuścić, dać się ponieść z prądem. Rozglądać się, próbować, ale na spokojnie. Chińskie przysłowie mówi, że „kiedy uczeń jest gotowy, mistrz się pojawia”. Myślę, że coś w tym jest. Może nie odnalazłaś jeszcze zawodowego powołania, bo to po prostu jeszcze nie Ten moment?
Może jesteś już na dobrej drodze, ale jeszcze o tym nie wiesz?
Moja znajoma zaczęła fotografować. Szukała odskoczni od codziennych problemów. I to fotografowanie zaprowadziło ją do czegoś, co pokochała dużo mocniej i trwalej, niż fotografię… Fotografowała rośliny, a później starała się ustalić ich nazwy. Tak zrodziła się jej miłość do zielarstwa. Fotografując, na początku nie wiedziała, dokąd ją to zaprowadzi. Fotografia sprawiała jej przyjemność, ale nie była czymś, co by ją porwało. Ten stan trwał dosyć długo. Czy mogła wtedy wiedzieć, że właśnie weszła na drogę, która prowadzi ją do odkrycia zawodowego powołania?
Może Ty już od dawna idziesz drogą, która zaprowadzi Cię do Twojego „miejsca spełnienia”, tylko jeszcze o tym nie wiesz? Możliwe, że Twoja droga nie przez przypadek jest tak kręta i wyboista…Może wszystkie te doświadczenia, które zbierasz podczas tej długiej drogi, są Ci niezbędne, bo bez nich nie wypełnisz dobrze tego głównego zadania, które we właściwym czasie się pojawi?
Jesteśmy tu po to, aby odnaleźć swoją tożsamość i o nią zawalczyć
Od zawsze mnie to dziwiło, jak można oczekiwać, że kilkunastoletnia osoba podejmie trafną decyzję co do wyboru swojej zawodowej przyszłości. Uważam, że to się udaje tylko nielicznym. A i Ci nie mają gwarancji, że po jakimś czasie nie będą chcieli (lub musieli) czegoś zmienić.
Ogromna ilość ludzi żyje według schematu: szkoła, wybór zawodu, studia, praca, rodzina, kredyt. Żyjemy w świecie, który nas w ten schemat wtłacza. Nie twierdzę, że ten schemat zawsze jest zły. Uważam jednak, że u większości ludzi on się nie sprawdza. W stosunku do pokolenia moich rodziców znacząco podwyższył się wiek wchodzenia w dorosłość. Kiedyś ludzie w wieku 23-24 lat często mieli już dzieci i kilka lat doświadczeń zawodowych za sobą. Studia nie były tak powszechne, a wielu 18 latków zaczynało pełnoetatową pracę. W dodatku, z uwagi na puste półki w sklepach, wiele rzeczy wyrabiało się samodzielnie w domach, z konieczności (np. robiono wędliny, szyto ubrania, naprawiano elektronikę itp.). W te prace często angażowano dzieci, zwłaszcza starsze – kilkunastoletnie. Dzięki temu już na tak wczesnym etapie życia młody człowiek miał większe rozeznanie, w jakiej pracy bardziej się odnajduje, co mu się podoba, a co nie.
Dzisiaj młodzi ludzie masowo idą na studia, a na rynek pracy wchodzą dopiero w wieku 24-25 lat. Do tego w wielu domach nie wykonuje się żadnych prac, o których pisałam powyżej, bo nie ma takiej konieczności (i czasu). To dla mnie jeden z powodów, dla których ludziom trudniej odnaleźć właściwą zawodową ścieżkę. Poza tym, świat chyba nigdy nie gnał tak szybko. Mamy tak wiele dróg i możliwości, że wybór staje się coraz bardziej skomplikowany.
Dlatego czas od skończenia studiów do ok. 30 lat uważam za „ kilka pierwszych lat dorosłości”. To jest taki wstępny czas poznawania siebie. Czas podejmowania „poważniejszych” prac po raz pierwszy, pierwszych staży, umów zlecenie. Czas testowania – w jakiej roli chcę pracować, co mi odpowiada, co nie, czy moje wyobrażenia o danej pracy pokrywają się z rzeczywistością itd. Tymczasem otoczenie (głównie rodzice wychowani w innym systemie) oczekuje, że człowiek w wieku 30 lat będzie już super specjalistą w danej dziedzinie, najlepiej na kierowniczym stanowisku, z dobrymi zarobkami, do tego z dziećmi (bo przecież zegar tyka) i domkiem z ogródkiem (bo rodzice w tym wieku mieli już swoje mieszkanie)…
Uważam, że ten schemat to relikt minionej epoki. Teraz kompletnie nie ma racji bytu. Ale wciąż wielu ludzi (może Ty?) tkwi w nim mentalnie. Być może Twoja frustracja, że nie możesz znaleźć swojego zawodowego miejsca, potęgowana jest przez presję, że „przecież mam już tyle lat…i już powinnam wiedzieć”. Zupełnie tak, jakbyśmy byli maszynami, które mają startować w jakimś wyścigu i osiągnąć metę w określonym czasie…
To podejście powoduje, że wielu ludzi, którzy w dojrzałym wieku nie wiedzą, co robić zawodowo, czuje z tego powodu specyficzny, toksyczny wstyd.
Kiedyś przeczytałam, że jesteśmy na tym świecie głównie po to, żeby odnaleźć swoją tożsamość, a potem o nią zawalczyć…Poznawanie siebie, odkrywanie swojej tożsamości to przecież bardzo długi proces. Wiele zależy od naszej historii, typu osobowości, doświadczeń z dzieciństwa, wsparcia ze strony innych lub jego braku, naszego temperamentu, naturalnych predyspozycji (np. poziomu refleksyjności).
Podsumowanie:
W kolejnych artykułach będę rozwijać – także od strony praktycznej – temat poszukiwania swojej optymalnej zawodowej drogi. Dziś chcę Cię jednak otulić słowami pełnymi zrozumienia. Możesz do nich wracać, kiedy Twoją głowę zaczną zalewać trudne emocje związane z tym, że wciąż nie wiesz, co robić w życiu.
- Poszukujących jest znacznie więcej, niż Ci się wydaje. To naprawdę nie jest tak, że wszyscy inni realizują swoje pasje, a tylko Ty miotasz się w poczuciu zagubienia. Ogromna część z tych osób, których życie zawodowe wydaje Ci się pełne pasji i zaangażowania, wcale nie jest szczęśliwa i spełniona w tym, co robi. Ludzie udają znacznie częściej, niż mogłabyś przypuszczać. Z moich doświadczeń wynika, że ludzi, którzy n a p r a w d ę żyją ze swojej pasji, nie jest zbyt dużo.
- Nic (i nikt) nie kwitnie przez okrągły rok. Okres rozkwitania zwykle poprzedzony jest długim i szarym procesem, kiedy nic spektakularnego się nie dzieje. Nie ma sukcesów…. Jest za to żmudna praca – poznawania siebie, odkrywania swojej tożsamości, próbowania i rezygnowania. To naturalne. Nie ma w tym nic dziwnego ani wstydliwego.
- Nawet, jeśli już znajdziesz zawodową pasję, prawdopodobnie po jakimś czasie znów będziesz potrzebowała poszukać czegoś nowego. Zmienia się świat wokół nas. Zmieniamy się my sami. Więc może jednak warto oswajać się z uczuciem poszukiwania? Bo to uczucie, w skali całego życia, będzie z nami często… Najlepiej przyjąć je jako coś naturalnego, co nieodłącznie towarzyszy nam w życiu.
- Każdy z nas miał inny start. Jedni od wczesnych lat dziecięcych mogli liczyć na wsparcie w rozwijaniu talentów i zainteresowań. Inni – nie. Jeśli należysz do tej drugiej grupy, okaż sobie szczególnie dużo wyrozumiałości i serdeczności.
Co by się stało, gdybyś dała sobie tyle czasu na poszukiwania, ile NAPRAWDĘ potrzebujesz? Bez wstydu, bez presji, bez porównywania się do innych? Co by się stało, gdybyś popatrzyła na siebie z większą wyrozumiałością i troskliwością? Co by się stało, gdybyś doceniła to wszystko, co już zrobiłaś, aby odnaleźć zawodowe spełnienie?
Zdjęcie główne: Photo by Chad Madden on Unsplash

Kolejny komentarz testowy – nr 3.